Pani z Żołędziowego Dworu

 Jakieś trzy lata temu, podczas oglądania łupin kasztana, wpadł mi do głowy pomysł historii o ludkach zamieszkałych w i pod dębem i władającej nimi tajemniczej pani. Zrobiłem kilka grafik wstępnych, napisałem pierwsze trzy rozdziały i... na tym się skończyło. Nie żebym nie miał konceptu na opowieść, po prostu były inne sprawy, które skutecznie mnie od tej historii odciągnęły. Dziś postanowiłem powrócić do „Pani z żołędziowego Dworu” i, jeśli nic złego po drodze się nie wydarzy, w tym roku historię skończyć. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Życzę przyjemnej lektury... WSTĘP CZYLI PRELUDIUM Blady Stach spadł na Żołędziowy Dwór. Konkretnie zaś na kupę liści zgarniętą pod północną wieżyczką strażniczką, na której  pełnił dziś wartę. Stach był bowiem etatowym obserwatorem trzeciej ćwiartki osady i terenów przyległych - w odległości 111 kocich susów, licząc od pnia drzewa w kierunku strumyka. Dyżury wyznaczono mu w dni parzyste od rana do wieczora w pierwszy i trzeci oraz od wieczo...

FifaRaffa - podcast Gustaffa. Już wkrótce!


 - Pozwolisz Gustaffie na chwilkę!? - Maurycy stanął w progu salonu, gdzie lis budował na podłodze fortecę z klocków.

- Nie widzisz, że zajęty jestem? Fortyfikuję ojczyznę, bo jak patrzę na ciebie, to bezpieczny się raczej nie czuję! Tylko Jadwiga daje jakąś nadzieję... - Gustaff nie oderwał nawet jednego oka od klocków, by spojrzeć na Maurycego.

- Nalegam! - mężczyzna powiedział to takim tonem, że w głowie Gustaffa zaświeciła się lampka ostrzegawcza, a nogi same zaniosły go do pokoju opiekuna. Lis wiedział, że w takich sytuacjach lepiej nie cwaniakować.

Kiedy jednak tylko przeszedł próg małego pokoju, nie spotkało go ani marudzenie (w czym Maurycy był mistrzem świata, a jeśli nie mistrzem, to na pewno plasował się w pierwszej trójce, czyli na miejscu medalowym), ani awantura o jakąś głupotę, którą człowiek potrafił rozdmuchać do rozmiarów Argentinosaurusa, czyli największego dinozaura lądowego.

- Tadaaaam! - Maurycy stał obok fotela i wskazywał na coś co...

- Rany! Mikrofon! Ale jak? Co? Kiedy? Mogę dotknąć? Mogę coś nagrać? Jakim cudem? - wysypało się z Gustaffa na jednym oddechu.

- Ano pomyślałem, że możemy spróbować z tym podcastem. Wymyśliłem nawet nazwę i logo - mężczyzna pokazał na wyświetlający się na monitorze napis "FIFARAFFA. PODCAST GUSTAFFA".

- Chłopie! Kocham cię! - Lis przyglądał się z zachwytem niewielkiemu walcowi umocowanemu na długim pająkowatym ramieniu - Mogę już coś nagrać?

- Najpierw go nieco ogarniemy, nauczymy się z niego korzystać, nauczymy się obsługiwać program do nagrywania, no i przygotujemy materiały do omówienia!

- Przynudzasz! Ja chcę już! Już! Już!

- Już to ty musisz sprzątnąć chyba klocki!

- Wiesz Maurycy - Gustaff zsunął się z fotela i skierował do salonu - masz rzadko spotykany dar rozwalania najbardziej romantycznych chwil... A ja ci miłość nawet wyznałem...

 

A o czym będziemy rozmawiać, kłócić się nawet w podcaście:

- o książkach,
- o filmach,
- o grach,
- o muzyce,
- o sztukach teatralnych,
- o żarciu,
- o różnych głupich głupotach.


O czym nie będziemy rozmawiać:
- o polityce,
- o inflacji,
- o wysokości renty Maurycego,
- o innych głupich głupotach.

Szczegóły już wkrótce!

Komentarze