Pani z Żołędziowego Dworu

 Jakieś trzy lata temu, podczas oglądania łupin kasztana, wpadł mi do głowy pomysł historii o ludkach zamieszkałych w i pod dębem i władającej nimi tajemniczej pani. Zrobiłem kilka grafik wstępnych, napisałem pierwsze trzy rozdziały i... na tym się skończyło. Nie żebym nie miał konceptu na opowieść, po prostu były inne sprawy, które skutecznie mnie od tej historii odciągnęły. Dziś postanowiłem powrócić do „Pani z żołędziowego Dworu” i, jeśli nic złego po drodze się nie wydarzy, w tym roku historię skończyć. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Życzę przyjemnej lektury... WSTĘP CZYLI PRELUDIUM Blady Stach spadł na Żołędziowy Dwór. Konkretnie zaś na kupę liści zgarniętą pod północną wieżyczką strażniczką, na której  pełnił dziś wartę. Stach był bowiem etatowym obserwatorem trzeciej ćwiartki osady i terenów przyległych - w odległości 111 kocich susów, licząc od pnia drzewa w kierunku strumyka. Dyżury wyznaczono mu w dni parzyste od rana do wieczora w pierwszy i trzeci oraz od wieczo...

RECENZJA: W cieniu drzew. Podmuch zimy

 To moja pierwsza recenzja na blogu, bądźcie więc wyrozumiali.


Wybór pozycji do premierowej recenzji był dość łatwy. Padło na drugi tom serii „W cieniu drzew. Podmuch zimy” wydaną przez wydawnictwo Egmont – komiks o lisie - no bo kto lepiej zrozumie tego zwierzaka niż jego futrzasty pobratymiec, czyli ja.

Autorem książeczki jest DAV, czyli Dav Dessineux (prawdziwe nazwisko David Augereau) urodzony 22 lutegoo 1979 roku w Cholet. Kiedyś napiszemy Wam z Maurycym coś więcej o tym artyście, może stworzymy cały cykl poświęcony ilustratorom, bo o nich często się zapomina, w czasie gdy całe laury spływają na pisarzy. W tym wypadku autorem tekstu i grafik jest ta sama osoba, ale to wyjątek potwierdzający smutną regułę. Jeśli ktoś mi nie wierzy niech poda nazwisko osoby (bez zaglądania do stopki), która wykonała okładkę do Harryego Pottera, czyli stworzyła najbardziej znany wizerunek bohatera książkowego na świecie! I co? Ktoś wiedział?

Ale powróćmy do książki.

W cieniu drzew” to seria obejmująca (na razie) cztery książeczki. „Podmuch zimy” to opowieść o nieśmiałym i fajtłapowatym lisie, który zakochuje się w pewnej przesympatycznej lisiczce. Jest tylko jeden problem, lisa prześladuje okropny pech! Kiedy po serii niefortunnych zdarzeń nasz bohater godzi się ze swoim losem i tym, że resztę swoich dni przyjdzie mu przeżyć w samotności, inicjatywę przejmuje samiczka i... Ale tego już Wam nie powiem. Zakończenia poszukajcie w książce.

Podmuch zimy” to cudownie narysowana, napisana i wydana pozycja dla dzieci powyżej 4 roku życia, Niestety jej format (21x15 cm) może i poręczniejszy, znacząco wpłynął na wielkość czcionki, a co za tym idzie na czytelność tekstu. Kto ma zdrowe oczy zagłębi się w nielicznych dymkach bez problemu, ale mój Maurycy musiał korzystać z lupy! Stwierdził, że metki na chińskich majtkach są pisane większymi literami. Poza tym te rysunki potrzebują większego formatu, żeby można było docenić ich jakość i w pełni nacieszyć oczy kreską i kolorami. 


   



Na 10 możliwych do zdobycia lisów, "niestety" tylko 9 – byłaby dycha i rekomendacja Gustaffa, ale rozmiar wszystko zepsuł.

Komentarze