Pani z Żołędziowego Dworu

 Jakieś trzy lata temu, podczas oglądania łupin kasztana, wpadł mi do głowy pomysł historii o ludkach zamieszkałych w i pod dębem i władającej nimi tajemniczej pani. Zrobiłem kilka grafik wstępnych, napisałem pierwsze trzy rozdziały i... na tym się skończyło. Nie żebym nie miał konceptu na opowieść, po prostu były inne sprawy, które skutecznie mnie od tej historii odciągnęły. Dziś postanowiłem powrócić do „Pani z żołędziowego Dworu” i, jeśli nic złego po drodze się nie wydarzy, w tym roku historię skończyć. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Życzę przyjemnej lektury... WSTĘP CZYLI PRELUDIUM Blady Stach spadł na Żołędziowy Dwór. Konkretnie zaś na kupę liści zgarniętą pod północną wieżyczką strażniczką, na której  pełnił dziś wartę. Stach był bowiem etatowym obserwatorem trzeciej ćwiartki osady i terenów przyległych - w odległości 111 kocich susów, licząc od pnia drzewa w kierunku strumyka. Dyżury wyznaczono mu w dni parzyste od rana do wieczora w pierwszy i trzeci oraz od wieczo...

ŻARCIE - Robię lecho!

Na początku chciałbym wyjaśnić pewną kwestię – nie jestem zawodowym kucharzem, gotuję przygodnie, a kącik ŻARCIE będzie bardziej moim z Wami poznawaniem nowych potraw, przypraw, mięs, warzyw i owoców. Jeśli moje przepisy, porady, nie przydadzą się Wam, bo kucharzenie macie w małym palcu, a taki neptek jak ja może Wam co najwyżej patelnię grzać – trudno. Jeśli jednak znajdziecie tu coś dla siebie, inspirację połączoną z zabawą, podsypaną niewielką ilością wiedzy do smaku – będzie mi miło!
Gustaff (lis)

Lecho (leczo) to węgierska potrawa, która dotarła do domów Jadwigi i Maurycego (jeszcze nie małżeństwa ale pary zakochanych w sobie gołąbeczków) w latach 80. ubiegłego wieku. W ówczesnej Polsce był kryzys, na półkach sklepowych leżało „ledwoco” (kiedyś Maurycy musi mi wyjaśnić co to „ledwoco” jest i w jakich sklepcach można je było dostać). Na szczęście cebuli i pomidorów (sezonowo, a poza sezonem w postaci koncentratu) było pod dostatkiem, a paprykę czy jakąś podrzędną kiełbasinę też można było od święta kupić (oryginalne lecho robi się z wędzoną słoniną). Tak oto lecho, obok placków ziemniaczanych i smażonej cebuli, na stałe weszło do menu moich opiekunów!



A jak je zrobić? To dziecinnie wręcz proste!

Nie powiem Wam ile wagowo proszczególnych produktów macie wziąć, bo to nie apteka, a w przypadku lecha jedna cebula w tą, czy pęto kiełbasy w tamtą, nie robi wielkiej różnicy. Oczywiście każdy składnik potrawy wpływa na jej smak, dlatego musicie dopasować go pod siebie. Po jakichś dwudziestu latach prób dojdziecie do perfekcji. Zapewniam! Na ten przykład sernik Jadwidze wyszedł dopiero w okolicach 50. urodzin... Ale za to jaki! Palce lizać! Zresztą nieważne...

Na zdjęciu przedstawiam ile ja wziąłem produktów żeby wypełnić prawie po brzegi pięciolitrowy garnek, czyli jakieś 2 kilogramy pomidorów, tyle samo cebuli, dwie duże papryki, pęto kiełbasy i nieco poad pół kilo pieczarek. Do tego jakiś olej, oliwę z oliwek lub smalec (co kto lubi), pieprz, sól, kucharek lub kostkę rosołowa, paprykę mielona, nóż, łyżkę i pół metra plastra z opatrunkiem na ewentualne rany cięte...



     

Na początku pomidory (najlepsze są te najtańsze, do zupy, bo dają najwięcej soku) kroimy w ćwiartki, wrzucamy do gara i lekko solimy. Niech się gotują! W tym czasie kroimy cebulę w kostkę, podlewamy nieco olejem, oliwą lub smalcem, lekko podsmażamy i dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę (bez gniazd). Następnie przecieramy do garnka pomidory (nie przelewamy, bo wtedy do potrawy dostaną się skórki, nasiona i inne, nierozgotowane twarde części). Niech się gotuje, my tymczasem kroimy pieczarki, lekko solimy, podlewamy jakimś tłuszczem i wrzucamy na gaz, żeby odparować z nich wodę. Gotowe pieczarki wrzusamy do głównego gara, dosmaczamy kucharkiem, solą, pieprzem, słodką papryką – wedle indywidualnego smaku – po jakimś czasie WŁALA EKSKUZEMŁA!

   

Dp lecha możemy dodać cukinię lub bakłażany (choć wtedy lecho zamienia się bardziej w prowansalskie ratatouille) lub ryż (który gotując się w potrawie nieco je ostatecznie zagęszcza). Węgrzy podają je jako dodatek do mięś, my jemy lecho jako samodzielną potrawę, może być z kartoflami, makaronem, ryżem lub z chlebem.

U nas Maurycy samodzielnie wciągnął prawie pół gara na jedno posiedzenie!
Wam również życzę smacznego!

Macie jakieś pytanie, swoje przepisy na lecho lub inne potrawy, które mógłbym zrobić? Piszcie w komentarzach lub na fb!

Komentarze