– Zjecie bułę z pieczarkami? - Maurycy przeciągnął się zamaszyście na fotelu. Coś chrupnęło w kośćcu mężczyzny, a on sam uśmiechnął się błogo.
– Że co? - spytał Gustaff leżący plackiem na grzbiecie Borysa, jednego z trzech psów małżeństwa Niepsujów.
– No, bułę z pieczarkami! Nigdy nie jadłeś czegoś takiego?
– A ja bym zjadła! - ożywiła się Jadwiga, która do tej pory leżała i pachniała na wersalce, wpatrzona w kolejny odcinek jakiegoś medycznego serialu.
– Będzie mięcho? - dopytał lis.
– Nie! Pieczarki to grzyby! A cebula to cebula!
– Po cebuli puszczam śmierdzące bąki! - Gustaff pomachał łapą przed nosem – Poza tym jeśli bez mięcha, to nie będzie mi na pewno smakowało.
– Nie będzie chyba tak źle! - Jadwidze przypomniało się skażenie mieszkania jakie Gustaff zaserwował rodzinie po ostatnim lecho – Chyba...
A teraz krótki przepis na bułę z pieczarkami, dla wszystkich tych, którzy kompletnie nie kojarzą potrawy. Bierzemy pół kilograma pieczarek i dwie średnie cebule. Pieczarki kroimy w paski, kwadraty, trójkąty lub gwiazdki – jak komu pasuje, podobnie cebulę i podsmażamy, najlepiej osobno. Potem łączymy wszystko i wsypujemy na jedną patelnię, garnek, co tam macie pod ręką i doprawiamy solą lub inną przyprawą. Ważne żeby smkowało i się od razu nie zwróciło. Bułkę (może być zwykła kajzerka) nacinamy z jednej strony i rozcinamy środek – powinna powstać taka bułczana kieszonka. Wsypujemy pieczarki z cebulą do buły i ot, cała potrawa!
– Mógłbyś mi pomóc wejść na ten stołek, a nie stoisz obok bez sensu jak słup graniczny na Madagaskarze! - Gustaff
z trudem wdrapał się na kwadratowe siedzisko – Więc to jest to cudo! - wskazał palcem ciemną masę pyrkającą lekko na patelni.
– Ano to! Pół kilo pieczarek i dwie cebule. Na bogato! Jak się bawić to z rozmachem!- potwierdził Maurycy, rozkrajający na blacie obok sześć świeżutkich bułek. Po dwie na głowę.
– Już czuję, że mi nie będzie smakowało! Bo bez mięcha... - lis wykrzywił się zniesmaczony.
– Popilnuj chwilę patelni, a ja naszykuję miejsce do jedzenia!
W pomieszczeniu obok zaszurały nogi krzeseł i ciężkiego stołu. Z wersalki wstała Jadwiga.
– A gdzie pieczarki? - Maurycy stanął zdziwiony przed kuchenką po powrocie z salonu – Gdzie bułki?
– A bo wiesz, chciałem spróbować czy toto bez mięcha smakuje naprawdę tak dobrze jak mówiliście i deczko spróbowałem – Zwierzak wepchnął do pyska szóstą bułkę przez co ostatni wyraz zabrzmiał jak „fufofaem”. Jakby tego było mało, spod ogona Gustaffa wyleciało znajome przeciągłe „pruuu” - Nie wiedziałem, że tym razem przeleci tak szybko. Moje jelita potrafią czasem pozytywnie zaskoczyć...
Maurycy postanowił kłótnię z lisem przełożyć na później. Zasłonił nos dłonią i pobiegł do Jadwigi.
– Kochanie! Szybko, otwieraj okna! - Jadwiga spojrzała zdziwiona na męża - Gustaff bączy!
To co się wtedy wydarzyło śmiało można porównać z historyczną sprzedażą markowych torebek za ułamek ceny w jednej z sieci supermarketów. Jadwiga rzuciła się do balkonu niczym dzik w świeżo rozkopane kartoflisko. Złapała klamkę o mało nie wyrywając z zawiasów jedno ze skrzydeł drzwi balkonowych. Psy dopadły do szyb w poszukiwaniu choćby najdrobniejszego rozszczelnieenia, koty zaś, śpiące do tej pory spokojnie na szafie, schowały się w wersalce (pamiętajcie, że ciepło idzie do góry, a gąbki i kołdry potrafią pochłonąć i zniwelować nawet ciężkie zagrożenie gazowe).
Tymiczasem Gustaff wszedł jak niby nic do pokoju ze śpiewem na ustach. Przeciągnął się i zanucił refren znanej piosenki filmowej:
– Mam tę moc! Mam tę moooooc!



Komentarze
Prześlij komentarz