- Cześć Gustaff! Cześć Gustaff! Cześć Gustaff! - drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem, a do przedpokoju wpadło blond tornado w wielkim wełnianym swetrze – Cześć Gustaff! Co robisz? - tornado skręciło w prawo, do pokoju Maurycego. W niewielkim pomieszczeniu na wersalce leżał lis i układał puzzle.
- Jak wy to składacie do kupy? - Gustaff spojrzał zrezygnowany na gościa – Od dwóch dni próbuję to złożyć i za każdym razem jedna wielka porażka! Pomóż Katka!
- Ile części?
- Dziesięć!
- No weź przestań! Dziesięć? Tyle to ja układałam miesiąc po urodzeniu! I do tego nogą! - dziewczynka zmarszczyła nos i rozejrzała się po pokoju – A jeśli mówimy o składaniu do kupy, to co tu tak śmierdzi?
Gustaff spojrzał przestraszony na dziewczynkę.
- Co śmierdzi? Nic nie śmierdzi! Może coś z podwórka coś nawiało! - Lis usiadł na wersalce i poprawił podwinięty pod pupę ogon – A ty co się odwaliłaś jak indyk w święto dziękczynienia?
- Zaraz tam indyk! Eko jestem! Energię zbieram! - odparowała Katka i usiadła w fotelu – Gorąc magazynuję, żeby go potem w zimniejsze dni przetransformatorować! Zimą będę galopować przez śnieżycę w samym podkoszulku! - odetchnęła ciężko i odchyliła nieco szeroki ściągacz swetra – Tak w telewizji gadali.
- Może i coś gadali, ale ty chyba nic nie skumałaś! - Lis pokręcił głową – Ciepła ze swetra nie da rady zmagazynować w ciele. Tym bardziej, że chuda jak patyk jesteś! W czym chcesz energię zbierać? Do tego specjalne magazyny są potrzebne, bateria, akumulatory! Gorąc na dworze taki, że jajko na parapecie można usmażyć, a ty jak głupia paradujesz w tym kokonie! Magazynować to trzeba umieć! - Gustaff popukał się palcem wskazującym w czoło.
- Taaaaaak? - Katka przetarła rękawem spocone czoło.
- Taaaaaak!
- To powiedz jak Ty to robisz?
- Ja magazynuję moja droga kalorie! Ja kalorie z pożywienia zamieniam w kalorie, czyli jednostkę ciepła, w brzuchu!
- Czyli, że co?
- Czyli, że jak znajdę jakiś nikomu niepotrzebny kawałek surowizny, to go magazynuję w tylko mi wiadomym miejscu i poddaję procesowi przetransformatorowania w energię wtedy, kiedy poczuję głód.
Katka zmarszczyła czoło. Nagle zauważyła, że przez niewielką szczelinę w szufladzie półki zkleconej przez Maurycego kilka lat temu dla córki, przecisnęła się wielka tłusta mucha. Wyczyn ten próbował teraz powtórzyć drugi owad. Trzeci, równie wielki i włochaty jak poprzedniczki, zaczął kołować nad meblem, szykując się do lądowania. Dziewczynka zrozumiała teraz skąd w pokoju ten przeraźliwy smród.
- A można wiedzieć skąd wziąłeś ten nikomu niepotrzebny kawał mięsa?
- Ze śmietnika... - odparł Gustaff i zaraz skrzywił się kwaśno. Bo to miała być jego największa tajemnica, on tymczasem zdradził ją jakby nigdy nic, nie będąc nawet lekko torturowanym.
- Ale Maurycy wie, że mu ulokowałeś trupa w szufladzie ze skarpetkami?
- Nie no weź! To są informacje o znaczeniu strategicznym!
Katka zsunęła się z fotela i skierowała do wyjścia.
- Wiesz, ja już jednak pójdę! Bo nie wiem czy Maurycy doceni geniusz tej strategii... - drzwi huknęły o szafkę z butami, strącając kilka z nich na podłogę – Część Gustaff! Cześć Gustaff! Cześć Gustaff!


Komentarze
Prześlij komentarz