Pani z Żołędziowego Dworu

 Jakieś trzy lata temu, podczas oglądania łupin kasztana, wpadł mi do głowy pomysł historii o ludkach zamieszkałych w i pod dębem i władającej nimi tajemniczej pani. Zrobiłem kilka grafik wstępnych, napisałem pierwsze trzy rozdziały i... na tym się skończyło. Nie żebym nie miał konceptu na opowieść, po prostu były inne sprawy, które skutecznie mnie od tej historii odciągnęły. Dziś postanowiłem powrócić do „Pani z żołędziowego Dworu” i, jeśli nic złego po drodze się nie wydarzy, w tym roku historię skończyć. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Życzę przyjemnej lektury... WSTĘP CZYLI PRELUDIUM Blady Stach spadł na Żołędziowy Dwór. Konkretnie zaś na kupę liści zgarniętą pod północną wieżyczką strażniczką, na której  pełnił dziś wartę. Stach był bowiem etatowym obserwatorem trzeciej ćwiartki osady i terenów przyległych - w odległości 111 kocich susów, licząc od pnia drzewa w kierunku strumyka. Dyżury wyznaczono mu w dni parzyste od rana do wieczora w pierwszy i trzeci oraz od wieczo...

Ki Czort (1)


 ROZDZIAŁ !

Dev z młyna

- Porąbało cię chłopie na stare lata! - ton głosu Jadwigi, dochodzący z dużego pokoju zwiastował tylko jedno, będzie draka. Gustaff odłożył książkę, zsunął się z wersalki, na której zatopiony w lekturze zalegał przez ostatnią godzinę, i pobiegł sprawdzić co się stało. A w salonie Maurycy, niestety wciąż w jednym kawałku, stał ze spuszczoną głową przy wersalce, na której leżała i pachniała Jadwiga, i mruczał coś niezrozumiale pod nosem.
- Ależ kwiatuszku, przecież...
- Nie „kwiatuszkuj” mi tutaj teraz! Czy ty w ogóle myślisz nad tym co myślisz? Przecież to chyba największa bzdura jaka z ciebie wyszła w ciągu ostatniego roku, a być może i tygodnia!
- Chyba na odwrót... - próbował wbić się w słowotok Jadwigi mocno przestraszony mężczyzna.
- Nawet jednego słowa! - syknęła kobieta – Przyjrzałeś się tej ruinie? Popatrz na zdjęcia przy ogłoszeniu! Dach do wymiany, okna też, podejrzewam, że centralne do zrobienia, docieplenie, piaskowanie drewna, wyrzucenie maszyn! W tak starej ruderze różnych poprawek może być tyle, że sam remont przerośnie cenę rynkową kilka razy! Na dokładkę to dom z 1888 roku, czyli łapę na tym trzyma konserwator, a to znowu oznacza, że połowy rzeczy nie zrobisz, a za drugą zapłacisz drugie tyle! Wyprawa z motyką na słońce to przy tym szkolna wycieczka! Długów mamy po kokardę, pieniędzy ledwo starcza do pierwszego, a ty sobie wymyśliłeś karierę posesora?!
- Ale o co chodzi? - do dyskusji włączył się Gustaff wykorzystując moment, gdy Jadwidze zabrakło powietrza..
- Twój papcio – kobieta spojrzała na lisa – chce kupić jakiś stary młyn w jakiejś zapadłęj dziurze, gdzie psy ogonami szczekają!
- Jaaaaacie! - rudzielec uśmiechnął się od ucha do ucha i przytulił do nogi Maurycego – Kiedy? Kupmy go, kupmy, kupmy!
- Matko boska! Tego też odkleiło...

*   *   *

- I jak? Zobaczyłeś, co chciałeś zobaczyć? - Jadwiga stała przy samochodzie z założonymi rękami i patrzyła na męża biegającego wokół młyna. No może nie całkowicie wokół, bo jedna ze ścian szczytowych przylegała do strumyka, nad którym wisiał szeroki, drewniany mostek.
- No nie bardzo! - Maurycy stanął na chwilę i popatrzył na żonę – Wszystko zamknięte na trzy spusty. Szyby brudne, ledwo co można zobaczyć. Mówiłem, żeby zadzwonić do tej babki z biura nieruchomości...
- I co? Chcesz kobiecie zawracać głowę, bo umyśliłeś sobie wycieczkę krajoznawczą? Nie wstyd ci staruchu?
- Zaraz tam wycieczkę! A może byśmy się jednak zdecydowali? Sprawdzałem w internecie i nasze mieszkanie warte jest teraz całkiem sporo. Gdby je sprzedać? – faktycznie, jeszcze jakiś czas temu za dwa pokoje, łazienkę i całkiem sporą kuchnię na ich zacisznym osiedlu nie dostałoby się zbyt wiele, ale obecnie, kiedy w okolicach powstało centrum handlowe i jedna z restauracji sieciowych, cena metra poszybowała mocno w górę.
- Nie myśl za dużo, bo za każdym razem kiedy zaczynasz myśleć, kosztuje nas to coraz więcej! Zrób sobie kilka zdjęć do powieszenia nad łóżkiem i wracamy! – Jadwiga otworzyła drzwi samochodu – A gdzie Gustaff?
- Tutaj! - odezwał się głos z tylnego siedzenia.
- Matko przenajświętsza! A co to? - kobieta cofnęła się o krok.
Na fotelu, obok lisa, siedziało coś pomarańczowego z chudymi nóżkami i rękami, czarną głową i dwoma wystającymi z czoła rogami. Stwór wpatrywał się w kobietę z przestrachem.
- To jest Dev – lis przytulił „coś” i popatrzył Jadwidze prosto w oczy – i jedzie z nami...
CDN




Komentarze