ROZDZIAŁ !
Dev z młyna
- Porąbało cię chłopie na stare lata! - ton głosu Jadwigi, dochodzący z dużego pokoju zwiastował tylko jedno, będzie draka. Gustaff odłożył książkę, zsunął się z wersalki, na której zatopiony w lekturze zalegał przez ostatnią godzinę, i pobiegł sprawdzić co się stało. A w salonie Maurycy, niestety wciąż w jednym kawałku, stał ze spuszczoną głową przy wersalce, na której leżała i pachniała Jadwiga, i mruczał coś niezrozumiale pod nosem.
- Ależ kwiatuszku, przecież...
- Nie „kwiatuszkuj” mi tutaj teraz! Czy ty w ogóle myślisz nad tym co myślisz? Przecież to chyba największa bzdura jaka z ciebie wyszła w ciągu ostatniego roku, a być może i tygodnia!
- Chyba na odwrót... - próbował wbić się w słowotok Jadwigi mocno przestraszony mężczyzna.
- Nawet jednego słowa! - syknęła kobieta – Przyjrzałeś się tej ruinie? Popatrz na zdjęcia przy ogłoszeniu! Dach do wymiany, okna też, podejrzewam, że centralne do zrobienia, docieplenie, piaskowanie drewna, wyrzucenie maszyn! W tak starej ruderze różnych poprawek może być tyle, że sam remont przerośnie cenę rynkową kilka razy! Na dokładkę to dom z 1888 roku, czyli łapę na tym trzyma konserwator, a to znowu oznacza, że połowy rzeczy nie zrobisz, a za drugą zapłacisz drugie tyle! Wyprawa z motyką na słońce to przy tym szkolna wycieczka! Długów mamy po kokardę, pieniędzy ledwo starcza do pierwszego, a ty sobie wymyśliłeś karierę posesora?!
- Ale o co chodzi? - do dyskusji włączył się Gustaff wykorzystując moment, gdy Jadwidze zabrakło powietrza..
- Twój papcio – kobieta spojrzała na lisa – chce kupić jakiś stary młyn w jakiejś zapadłęj dziurze, gdzie psy ogonami szczekają!
- Jaaaaacie! - rudzielec uśmiechnął się od ucha do ucha i przytulił do nogi Maurycego – Kiedy? Kupmy go, kupmy, kupmy!
- Matko boska! Tego też odkleiło...
* * *
- I jak? Zobaczyłeś, co chciałeś zobaczyć? - Jadwiga stała przy samochodzie z założonymi rękami i patrzyła na męża biegającego wokół młyna. No może nie całkowicie wokół, bo jedna ze ścian szczytowych przylegała do strumyka, nad którym wisiał szeroki, drewniany mostek.
- No nie bardzo! - Maurycy stanął na chwilę i popatrzył na żonę – Wszystko zamknięte na trzy spusty. Szyby brudne, ledwo co można zobaczyć. Mówiłem, żeby zadzwonić do tej babki z biura nieruchomości...
- I co? Chcesz kobiecie zawracać głowę, bo umyśliłeś sobie wycieczkę krajoznawczą? Nie wstyd ci staruchu?
- Zaraz tam wycieczkę! A może byśmy się jednak zdecydowali? Sprawdzałem w internecie i nasze mieszkanie warte jest teraz całkiem sporo. Gdby je sprzedać? – faktycznie, jeszcze jakiś czas temu za dwa pokoje, łazienkę i całkiem sporą kuchnię na ich zacisznym osiedlu nie dostałoby się zbyt wiele, ale obecnie, kiedy w okolicach powstało centrum handlowe i jedna z restauracji sieciowych, cena metra poszybowała mocno w górę.
- Nie myśl za dużo, bo za każdym razem kiedy zaczynasz myśleć, kosztuje nas to coraz więcej! Zrób sobie kilka zdjęć do powieszenia nad łóżkiem i wracamy! – Jadwiga otworzyła drzwi samochodu – A gdzie Gustaff?
- Tutaj! - odezwał się głos z tylnego siedzenia.
- Matko przenajświętsza! A co to? - kobieta cofnęła się o krok.
Na fotelu, obok lisa, siedziało coś pomarańczowego z chudymi nóżkami i rękami, czarną głową i dwoma wystającymi z czoła rogami. Stwór wpatrywał się w kobietę z przestrachem.
- To jest Dev – lis przytulił „coś” i popatrzył Jadwidze prosto w oczy – i jedzie z nami...
CDN


Komentarze
Prześlij komentarz