Pani z Żołędziowego Dworu

 Jakieś trzy lata temu, podczas oglądania łupin kasztana, wpadł mi do głowy pomysł historii o ludkach zamieszkałych w i pod dębem i władającej nimi tajemniczej pani. Zrobiłem kilka grafik wstępnych, napisałem pierwsze trzy rozdziały i... na tym się skończyło. Nie żebym nie miał konceptu na opowieść, po prostu były inne sprawy, które skutecznie mnie od tej historii odciągnęły. Dziś postanowiłem powrócić do „Pani z żołędziowego Dworu” i, jeśli nic złego po drodze się nie wydarzy, w tym roku historię skończyć. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Życzę przyjemnej lektury... WSTĘP CZYLI PRELUDIUM Blady Stach spadł na Żołędziowy Dwór. Konkretnie zaś na kupę liści zgarniętą pod północną wieżyczką strażniczką, na której  pełnił dziś wartę. Stach był bowiem etatowym obserwatorem trzeciej ćwiartki osady i terenów przyległych - w odległości 111 kocich susów, licząc od pnia drzewa w kierunku strumyka. Dyżury wyznaczono mu w dni parzyste od rana do wieczora w pierwszy i trzeci oraz od wieczo...

Zdrada

 – Maurucy, czemu Jadwiga nie odzywa się do Ciebie? - Gustaff wspiął się na blat biurka i usiadł na jego krawędzi, tuż przy siedzącym przy komputerze mężczyźnie.
– Obraziła się! - człowiek westchnął głęboko nie odrywając wzroku od monitora.
– Za co? Przecież ostatnio byliśmy grzeczni! Nawet nie plułem na koty! Przynajmniej nie za dużo i nie w jej obecności! – Lis zmarszczył czoło.
– Tu nie chodzi o Ciebie, tylko o mnie! - Maurycy popatrzył na Gustaffa i poklepał go po łapie.
Zwierzak rozpromienił się nagle i zmrużył oczy.
– To co żeś uczynił czarny baranie? - pochylił się nad mężczyzną i wbił mu w ramię oskarżycielsko pazur prawego palca wskazującego – Opowiadaj!
– Zdradziłem ją...
Lisa zatkało. Słowa uwięzły mu w gardle, a powietrze stało się nagle za ciężkie i za gęste do oddychania.
– Ale jak to? Ty?
– Ja, ale tak jakby nie do końca! Jej się to przyśniło!
Gustaff odetchnął głęboko i zaśmiał się soczyście.
– Ha, ha, ha! Ale to przecież sen! Za co miałaby się obrażać?!
– Ja to wiem, Ty to wiesz, do niej też chyba to dociera, ale pamiętaj, że to kobieta! Jej umysł chadza różnymi, dziwnymi ścieżkami!
– Wyjaśniłeś Jej to? - Lis znowu oddychał normalnie. Ciężkość wdychanego powietrza minęła tak szybko jak się zaczęła.
– Próbowałem! Bezskutecznie! Normalnie jakbym się ze ścianą kopał! Po prostu trzeba to przeczekać, rozchodzić... - Maurycy znowu wgapił się w monitor.
– Jakie rozchodzić?! Patrz jak to się robi! - zwierzak zeskoczył z blatu biurka na podłogę i dziarskim krokiem udał się do salonu, gdzie Jadwiga, leżąc na wersalce, oglądała swój ulubiony serial – Patrz jak to załatwia mistrz w te klocki!

* * *

– I jak tam mistrzu negocjacji? Jakie rezultaty? - Maurycy popatrzył na oddychającego ciężko zwierzaka.
– A daj spokój! - Lis wsparł się łapą o fotel, na którym siedział człowiek – Tej kobiety nie rozgryziesz! Za krótkie zęby!
– Znaczy co?
– Na mnie też się obraziła!
– A na Ciebie niby za co?
Gustaff wdrapał się ponownie na blat biurka, usiadł na krawędzi i westchnął ciężko.
– Za ukrywanie prawdy o Tobie... A swoją drogą – lis „zastrzygł” kilka razy brwiami – Jadwiga zdradziła mi kilka pikantnych szczegółów o tej twojej zdradzie! No, nie znałem z tej strony Waszmości!


Komentarze