Pani z Żołędziowego Dworu

 Jakieś trzy lata temu, podczas oglądania łupin kasztana, wpadł mi do głowy pomysł historii o ludkach zamieszkałych w i pod dębem i władającej nimi tajemniczej pani. Zrobiłem kilka grafik wstępnych, napisałem pierwsze trzy rozdziały i... na tym się skończyło. Nie żebym nie miał konceptu na opowieść, po prostu były inne sprawy, które skutecznie mnie od tej historii odciągnęły. Dziś postanowiłem powrócić do „Pani z żołędziowego Dworu” i, jeśli nic złego po drodze się nie wydarzy, w tym roku historię skończyć. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Życzę przyjemnej lektury... WSTĘP CZYLI PRELUDIUM Blady Stach spadł na Żołędziowy Dwór. Konkretnie zaś na kupę liści zgarniętą pod północną wieżyczką strażniczką, na której  pełnił dziś wartę. Stach był bowiem etatowym obserwatorem trzeciej ćwiartki osady i terenów przyległych - w odległości 111 kocich susów, licząc od pnia drzewa w kierunku strumyka. Dyżury wyznaczono mu w dni parzyste od rana do wieczora w pierwszy i trzeci oraz od wieczo...

Placebo

 – Czy ty umierasz, Maurycy? – Gustaff pociągnął mężczyznę za tylną kieszeń spodni.
– Nie, skąd to pytanie? – Człowiek spojrzał na lisa i sięgnął po ściereczkę zawieszoną obok zlewu, wytarł ręce mokre po zmywaniu naczyń i odwiesił ją z powrotem na haczyk.
– Bo masz całą szufladę leków! Jak ktoś bierze tyle leków, to się do końca dobrze nie czuje!
– Mam kilka problemów zdrowotnych, a biorę leki właśnie dlatego, żeby pomimo tych problemów czuć się dobrze.
– Czyli na co chorujesz? – Lis spojrzał na Maurycego ze smutkiem i przytulił się do jego nogi.
– Mam cukrzycę, problemy z sercem, ciśnieniem, no i z oczami.
– I na te wszystkie problemy bierzesz leki?
– Zgadza się!
– A dzisiaj brałeś, bo nie widziałem?
– I to jest mój kolejny problem! Ciągle zapominam!
– To musisz doktora poprosić o tabletkę na pamięć! – Gustaff ściągnął brwi i puknął palcem mężczyznę kilka razy w prawe kolano.
– Masz rację, ale najlepszym lekarstwem na moją sklerozę jest Jadwiga! – Maurycy uśmiechnął się szeroko.
– Ale że niby jak? – Lis wsparł brodę łapą – Przecież ona nawet nie przypomina pigułki, że o czopku nie wspomnę! Nie powiesz mi chyba, że ją zjadasz po takim maciupkim kawałeczku! – Gustaff zmarszczył pysk i wysunął język. – Fuj! Aż mnie mdli na samą myśl!
– No co Ty! – Człowieka przeszedł dreszcz opo plecach. – Jadwiga działa inaczej, bardziej jak placebo!
– Czyli?
– Jak pomyślę, co mi może zrobić, od razu przypominam sobie o obowiązku wzięcia leków!
Gustaff zamyślił się ponownie, coś tam pomruczał pod nosem, na koniec wywalił jęzor i pociągnął mężczyznę za spodnie.
– To musisz wymyślić i dla mnie jakieś placebo! Tylko odwrotne!
– Czemu? – Maurycy pochylił się zaciekawiony i spojrzał zwierzakowi prosto w oczy.
– Żeby zapomnieć!
– Że niby co?
– Właśnie wyobraziłem sobie co Jadwiga może ci zrobić!  I znowu mnie zemdliło. Lepiej żebyś nie wiedział co to było, bo i tobie będzie potrzebne lekarstwo. A placebo na przypomnienie
i placebo na zapomnienie mogą się znosić. I znowu zapomnisz o lekach!
– O czym?
– Bosz... Normalnie rybka Doris. Jaaaaadwiga!

Komentarze