Przedszkole Nr 10 „Pod Starym Dębem” to placówka wychowawcza z wieloletnią tradycją. To tu trafiały wszystkie maluchy rodzin zamieszkałych przez pokolenia w północnej ćwiartce puszczy za rzeką Łuną z jednej strony, a wielkimi sadami i miasteczkiem Łowisko Górne z drugiej. Zazwyczaj pełne dziatwy, krzyków i tupotu małych stópek zwierzęcych i ludzkich, w czas wakacyjny mocno się wyludniało i cichło. Rodzice zabierali wtedy swoje pociechy na urlopy nad morze lub w góry albo do dawno niewidzianej rodziny. W przedszkolu pozostawały wtedy tylko te dzieci, które nie wybierały się nigdzie, albo po prostu czekały na swoją turystyczną kolej. Dziś pan Hu, niedawno zatrudniony opiekun, miał pod swoimi skrzydłami (dosłownie i w przenośni, bowiem pan Hu był wielce przystojnym samcem sowy świeżo po studiach) czwórkę łobuziaków – Lisa Gustaffa, Borsuka Benka, ludzką dziewczynkę Katkę i takiegoż chłopca Felka.
A co porabiały w ten piękny sierpniowy dzień nasi bohaterowie?
Felek budował zamek z piasku, Gustaff czytał książkę, Benek huśtał się na sznurowej huśtawce przewieszonej przez gruby konar starego dębu, a Katka ciągnęła swoją ulubioną lalkę po ziemi, ćwicząc ewakuację rannych z pola bitwy.
- Trzymaj się żołnierzu! Bądź dzielny! Nie odchodź w stronę światła! - wołała do zabawki, której gumowa główka podskakiwała na kamieniach i kępach trawy. Szur, szur, pac, pac...
Pan Hu przygotowywał w tym czasie kanapki z kiełbasą i pomidorami na drugie śniadanie, wyglądając co chwila z okna kuchni przedszkola na plac zabaw, sprawdzając co słychać u jego podopiecznych.
- Dobra Benek, teraz moja kolej! - Lis Gustaff odłożył książkę i podszedł do Borsuka.
- Chyba śnisz! - Benek nagle ożywił się i zaczął machać łapami żeby rozbujać huśtawkę.
- Złaź, bo dostaniesz w nos! - Lis zmarszczył brwi i zacisnął łapy.
- Tylko spróbuj słabiaku! - odpowiedział mu Benek i zaśmiał się szyderczo – Najpierw mnie złap!
Gustaff nie był głupi. Wiedział, że złapanie kolegi rozhuśtanego aż po dolne gałęzie dębu grozi kontuzją, a przynajmniej utratą kilku zębów, stał więc bezradnie wpatrując się w bujającego się to w jedną, to w drugą stronę przyjaciela.
Wtedy na plac zabaw przyszedł, niosąc wielką tacę kanapek, pan Hu.
- Wszystko w porządku? - spytał, kładąc posiłek na drewnianym stoliku.
- Nie! - Lis tupnął nogą i wskazał na kolegę – Borsuk nie chce dać się pohuśtać! Siedzi tam już z godzinę!
- Benku! Zatrzymaj się! - nakazał Pan Hu, a kiedy bujawka wreszcie znieruchomiała spytał – Czy to prawda?
- Ale proszę pana, Gustaff czytał w tym czasie książkę! Nic nie mówił, że chce się pobujać!
Opiekun zamyślił się.
- Felku, czy nadal masz zegarek, który dostałeś od taty?
- Jasne! - Felek wychylił się zza piaskowego zamku, na którym montował właśnie flagę zrobioną z nadzianego na patyk liścia – To oryginalny Roleks! - wystawił rękę pokazując jeden z wielu prezentów jakie tata przywiózł mu z licznych podróży służbowych – Ma kalendarz, stoper, kalkulator, budzik, świeci w ciemności i jest wodoodporny chyba do miliona metrów pod wodą!
- To świetnie! A wiesz jak z niego korzystać?
- Oczywiście! Tata mi pokazał!- Felek popatrzył z wyższością na zebranych wokół kolegów – Ta dłuższa wskazówka pokazuje minuty, ta krótsza godziny, a na tym malutkim kółku można sprawdzić upływające sekundy! Tutaj z boku jest pokrętło do nakręcania, a tym małym guziczkiem obok włącza się szpiegowski nadajnik! - chłopiec nacisnął metalową wypukłość i przybliżył rękę do twarzy – Ja brzoza, ja brzoza, jak mnie słyszysz? Tu agent 03 łamane na pierkwadrat! - Felek przekręcił kółko w jedną i drugą stronę, na tyle energicznie, że coś w środku chrupnęło. Popatrzył zdziwiony na zegarek i na kolegów. Wskazówki nadal się poruszały więc odetchnął z ulgą i uśmiechnął się nieśmiało – To nic, to nic! Ten zegarek jest pancerny! Wojsko jeździ po nim czołgami i nawet szybka się wtedy nie porysuje!
- Dobrze – pan Hu położył mu rękę na ramieniu – skoro wszystko w porządku, to będziesz mierzył kolegom czas. Każda chętna osoba będzie się huśtać pięć minut. Po upływie tego czasu nastąpi zmiana. Pięć minut to czas w którym największa wskazówka przejdzie odległość między tymi dwoma kreskami! - opiekun pokazał palcem oznaczenia na tarczy - Rozumiesz?
- Ofkors, łamane na oczywiście! - chłopiec powtórzył zasłyszaną u papy formułkę.
- Dobrze, bawcie się więc grzecznie! Ja tymczasem pójdę obierać ziemniaki na obiad. Wrócę za kilka chwil! A ty Felku – popatrzył poważnie na malucha – trzymaj rękę na pulsie. Teraz jesteś moim zastępcą!
- Słyszeliście?! Teraz ja tu rządzę! Macie mnie słuchać! Pierwszy do bujania jest Gustaff!
Kiedy po kwadransie pan Hu wrócił na plac zabaw, Gustaff i Benek ciągnęli huśtawkę, każdy w swoją stronę, Felek stał obok i płakał, a Katka dłubiąc palcem w nosie, obserwowała to wszystko z odległości kilku metrów.
- Łeeeeee! Ołyginalny Łołeks! Łeeeeee!
Hu podszedł do dziewczynki.
- Co tu się dzieje?!
- Akopalipsa! - wysyczała Katka – Amargedon i bajzel na kółkach! Felkowi zepsuł się zegarek i cały misterny plan się sypnął! Gustaff i Benek nie mogli się dogadać co do czasu, a Felek się rozkleił. Akopalipsa psze pana... A ten twój Roleks to chińska podróba, a nie oryginał! - krzyknęła do zalanego łzami chłopca.
- Dobra, - pan Hu westchnął i ruszył w kierunku Lisa i Borsuka. Zatrzymała go Katka łapiąc za kieszeń pasiastych spodni.
- Prrrrr... - prychnęła cicho - Poczekajmy chwilkę.
- Na co?
- Może konflikt się zaogni, pojawią się ofiary i będę mogła wreszcie kogoś ewakuować z pola bitwy! A może i reanimować! - rozmarzyła się dziewczynka.
Komentarze
Prześlij komentarz