Pani z Żołędziowego Dworu

 Jakieś trzy lata temu, podczas oglądania łupin kasztana, wpadł mi do głowy pomysł historii o ludkach zamieszkałych w i pod dębem i władającej nimi tajemniczej pani. Zrobiłem kilka grafik wstępnych, napisałem pierwsze trzy rozdziały i... na tym się skończyło. Nie żebym nie miał konceptu na opowieść, po prostu były inne sprawy, które skutecznie mnie od tej historii odciągnęły. Dziś postanowiłem powrócić do „Pani z żołędziowego Dworu” i, jeśli nic złego po drodze się nie wydarzy, w tym roku historię skończyć. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Życzę przyjemnej lektury... WSTĘP CZYLI PRELUDIUM Blady Stach spadł na Żołędziowy Dwór. Konkretnie zaś na kupę liści zgarniętą pod północną wieżyczką strażniczką, na której  pełnił dziś wartę. Stach był bowiem etatowym obserwatorem trzeciej ćwiartki osady i terenów przyległych - w odległości 111 kocich susów, licząc od pnia drzewa w kierunku strumyka. Dyżury wyznaczono mu w dni parzyste od rana do wieczora w pierwszy i trzeci oraz od wieczo...

Przedszkole pod Starym Dębem (1)

Przedszkole Nr 10 „Pod Starym Dębem” to placówka wychowawcza z wieloletnią tradycją. To tu trafiały wszystkie maluchy rodzin zamieszkałych przez pokolenia w północnej ćwiartce puszczy za rzeką Łuną z jednej strony, a wielkimi sadami i miasteczkiem Łowisko Górne z drugiej. Zazwyczaj pełne dziatwy, krzyków i tupotu małych stópek zwierzęcych i ludzkich, w czas wakacyjny mocno się wyludniało i cichło. Rodzice zabierali wtedy swoje pociechy na urlopy nad morze lub w góry albo do dawno niewidzianej rodziny. W przedszkolu pozostawały wtedy tylko te dzieci, które nie wybierały się nigdzie, albo po prostu czekały na swoją turystyczną kolej. Dziś pan Hu, niedawno zatrudniony opiekun, miał pod swoimi skrzydłami (dosłownie i w przenośni, bowiem pan Hu był wielce przystojnym samcem sowy świeżo po studiach) czwórkę łobuziaków – Lisa Gustaffa, Borsuka Benka, ludzką dziewczynkę Katkę i takiegoż chłopca Felka.

A co porabiały w ten piękny sierpniowy dzień nasi bohaterowie?

Felek budował zamek z piasku, Gustaff czytał książkę, Benek huśtał się na sznurowej huśtawce przewieszonej przez gruby konar starego dębu, a Katka ciągnęła swoją ulubioną lalkę po ziemi, ćwicząc ewakuację rannych z pola bitwy.

- Trzymaj się żołnierzu! Bądź dzielny! Nie odchodź w stronę światła! - wołała do zabawki, której gumowa główka podskakiwała na kamieniach i kępach trawy. Szur, szur, pac, pac...

Pan Hu przygotowywał w tym czasie kanapki z kiełbasą i pomidorami na drugie śniadanie, wyglądając co chwila z okna kuchni przedszkola na plac zabaw, sprawdzając co słychać u jego podopiecznych.

- Dobra Benek, teraz moja kolej! - Lis Gustaff odłożył książkę i podszedł do Borsuka.

- Chyba śnisz! - Benek nagle ożywił się i zaczął machać łapami żeby rozbujać huśtawkę.

- Złaź, bo dostaniesz w nos! - Lis zmarszczył brwi i zacisnął łapy.

- Tylko spróbuj słabiaku! - odpowiedział mu Benek i zaśmiał się szyderczo – Najpierw mnie złap!

Gustaff nie był głupi. Wiedział, że złapanie kolegi rozhuśtanego aż po dolne gałęzie dębu grozi kontuzją, a przynajmniej utratą kilku zębów, stał więc bezradnie wpatrując się w bujającego się to w jedną, to w drugą stronę przyjaciela.

Wtedy na plac zabaw przyszedł, niosąc wielką tacę kanapek, pan Hu.

- Wszystko w porządku? - spytał, kładąc posiłek na drewnianym stoliku.

- Nie! - Lis tupnął nogą i wskazał na kolegę – Borsuk nie chce dać się pohuśtać! Siedzi tam już z godzinę!

- Benku! Zatrzymaj się! - nakazał Pan Hu, a kiedy bujawka wreszcie znieruchomiała spytał – Czy to prawda?

- Ale proszę pana, Gustaff czytał w tym czasie książkę! Nic nie mówił, że chce się pobujać!

Opiekun zamyślił się.

- Felku, czy nadal masz zegarek, który dostałeś od taty?

- Jasne! - Felek wychylił się zza piaskowego zamku, na którym montował właśnie flagę zrobioną z nadzianego na patyk liścia – To oryginalny Roleks! - wystawił rękę pokazując jeden z wielu prezentów jakie tata przywiózł mu z licznych podróży służbowych – Ma kalendarz, stoper, kalkulator, budzik, świeci w ciemności i jest wodoodporny chyba do miliona metrów pod wodą!

- To świetnie! A wiesz jak z niego korzystać?

- Oczywiście! Tata mi pokazał!- Felek popatrzył z wyższością na zebranych wokół kolegów – Ta dłuższa wskazówka pokazuje minuty, ta krótsza godziny, a na tym malutkim kółku można sprawdzić upływające sekundy! Tutaj z boku jest pokrętło do nakręcania, a tym małym guziczkiem obok włącza się szpiegowski nadajnik! - chłopiec nacisnął metalową wypukłość i przybliżył rękę do twarzy – Ja brzoza, ja brzoza, jak mnie słyszysz? Tu agent 03 łamane na pierkwadrat! - Felek przekręcił kółko w jedną i drugą stronę, na tyle energicznie, że coś w środku chrupnęło. Popatrzył zdziwiony na zegarek i na kolegów. Wskazówki nadal się poruszały więc odetchnął z ulgą i uśmiechnął się nieśmiało – To nic, to nic! Ten zegarek jest pancerny! Wojsko jeździ po nim czołgami i nawet szybka się wtedy nie porysuje!

- Dobrze – pan Hu położył mu rękę na ramieniu – skoro wszystko w porządku, to będziesz mierzył kolegom czas. Każda chętna osoba będzie się huśtać pięć minut. Po upływie tego czasu nastąpi zmiana. Pięć minut to czas w którym największa wskazówka przejdzie odległość między tymi dwoma kreskami! - opiekun pokazał palcem oznaczenia na tarczy - Rozumiesz?

- Ofkors, łamane na oczywiście! - chłopiec powtórzył zasłyszaną u papy formułkę.

- Dobrze, bawcie się więc grzecznie! Ja tymczasem pójdę obierać ziemniaki na obiad. Wrócę za kilka chwil! A ty Felku – popatrzył poważnie na malucha – trzymaj rękę na pulsie. Teraz jesteś moim zastępcą!

- Słyszeliście?! Teraz ja tu rządzę! Macie mnie słuchać! Pierwszy do bujania jest Gustaff!

Kiedy po kwadransie pan Hu wrócił na plac zabaw, Gustaff i Benek ciągnęli huśtawkę, każdy w swoją stronę, Felek stał obok i płakał, a Katka dłubiąc palcem w nosie, obserwowała to wszystko z odległości kilku metrów.

- Łeeeeee! Ołyginalny Łołeks! Łeeeeee!

Hu podszedł do dziewczynki.

- Co tu się dzieje?!

- Akopalipsa! - wysyczała Katka – Amargedon i bajzel na kółkach! Felkowi zepsuł się zegarek i cały misterny plan się sypnął! Gustaff i Benek nie mogli się dogadać co do czasu, a Felek się rozkleił. Akopalipsa psze pana... A ten twój Roleks to chińska podróba, a nie oryginał! - krzyknęła do zalanego łzami chłopca.

- Dobra, - pan Hu westchnął i ruszył w kierunku Lisa i Borsuka. Zatrzymała go Katka łapiąc za kieszeń pasiastych spodni.

- Prrrrr... - prychnęła cicho - Poczekajmy chwilkę.

- Na co?

- Może konflikt się zaogni, pojawią się ofiary i będę mogła wreszcie kogoś ewakuować z pola bitwy! A może i reanimować! - rozmarzyła się dziewczynka.

Komentarze