Pani z Żołędziowego Dworu

 Jakieś trzy lata temu, podczas oglądania łupin kasztana, wpadł mi do głowy pomysł historii o ludkach zamieszkałych w i pod dębem i władającej nimi tajemniczej pani. Zrobiłem kilka grafik wstępnych, napisałem pierwsze trzy rozdziały i... na tym się skończyło. Nie żebym nie miał konceptu na opowieść, po prostu były inne sprawy, które skutecznie mnie od tej historii odciągnęły. Dziś postanowiłem powrócić do „Pani z żołędziowego Dworu” i, jeśli nic złego po drodze się nie wydarzy, w tym roku historię skończyć. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Życzę przyjemnej lektury... WSTĘP CZYLI PRELUDIUM Blady Stach spadł na Żołędziowy Dwór. Konkretnie zaś na kupę liści zgarniętą pod północną wieżyczką strażniczką, na której  pełnił dziś wartę. Stach był bowiem etatowym obserwatorem trzeciej ćwiartki osady i terenów przyległych - w odległości 111 kocich susów, licząc od pnia drzewa w kierunku strumyka. Dyżury wyznaczono mu w dni parzyste od rana do wieczora w pierwszy i trzeci oraz od wieczo...

Rycerz

– Myślisz Maurycy, że mógłbym zostać rycerzem? - Gustaff spojrzał na mężczyznę spod ściągniętych, krzaczastych brwi.
– A skąd to pytanie? - człowiek oderwał się na chwilę od klawiatury i obrócił na fotelu w stronę zwierzaka.
– A bo zastanawiałem się nad swoją przyszłością i pomyślałem, że zawód rycerza, to byłaby fajna alternatywa dla mechanika czy lekarza. Tak sobie jeździć na koniu, od czasu do czasu pomachać mieczem, pokonać jakiegoś smoka, uwolnić księżniczkę...
Maurycy zmarszczył czoło i podrapał się za uchem.
–  Ale przecież smoków nie ma! - zauważył.
– Tam gadanie! Wujek Leon mówił, że są. Miał mi nawet powiedzieć gdzie, ale dopiero jak z pokoju wyjdzie jego żona.
A że ta siedziała z nami cały czas to tylko pokazywał coś oczami w jej kierunku. Nie wiem dlaczego- obruszył się Gustaff – Poza tym czy jakiś czas temu uwierzyłbyś w istnienie gadającego lisa! A dziś?
– No fakt, ale potrzebowałbyś zbroi, konia... O właśnie! Musiałbyś się nauczyć jeździć konno! I w ogóle mieć konia!
Zwierzak zamyślił się. Wsparty o stojący w kącie stojak budowlany, zaczął rozmyślać nad przeskoczeniem tych istotnych dla wykonywania zawodu rycerza przeszkód i...
– Mam! Mam! - krzyknął. Maurycy, który ponownie zajął się oglądaniem jakiegoś filmiku instruktażowego w internecie aż podskoczył z wrażenia – Czy zamiast konia może być na początek koziołek? - zapytał wskazując stojącą obok drewnianą konstrukcję – Przecież muszę trochę poćwiczyć na sucho zanim wskoczę na prawdziwego rumaka!
– No niby tak, ale... - Maurycy nie zdążył skończyć, a Gustaff już przesuwał jego fotel w kąt pokoju, a na środek wypchnął sosnowy stojak.
– A teraz patrz! - zaczął się powoli wspinać na „grzbiet” koziołka – Że ja nie dam rady?! Chłopie, nie takie bestie ujeżdżałem w swoim życiu. Nawet nie wiesz jakie. Na sam widok zabrudziłbyś spodnie!
– Na pewno! - mężczyzna patrzył z przerażeniem na wspinaczkę i późniejszą próbę utrzymania równowagi przez Gustaffa.
– Podaj mi pikę giermku! - zaordynował lis wskazując palcem na Maurycego. Ten spojrzał spode łba na lisa, ale spolegliwie udał się do kuchni, skąd przyniósł odkręcony kij od szczotki. Wiedział, że im szybciej skończy się ta zabawa, znowu będzie mógł zasiąść przy komputerze i dokończyć oglądanie filmu. Gustaff złapał kijek i zaczął nim wywijać na wszystkie strony.
– Nie szalej chłopie, bo zaraz wywiniesz fikołka na tym koźle!
– Spokojna głowa! Panuję nad sytuaaaaaa... - zwierzak zachwiał się, przechylił na bok i runął jak długi na podłogę. Centralnie na pupę - ... cję! - dokończył próbując rozmasować łapami pulsujące bólem pośladki.
– I co panie rycerzu? - zapytał Maurycy.
– I pstro! - odpowiedział i umościł się ostrożnie na wersalce obok kota – A ty co się cieszysz? - popatrzył na futrzaka – Bawi cię to? Bawi? Zobaczysz, jak kieyś jakaś smoczyca będzie ci chciała zeżreć wątrobę, albo co gorsza wyjść za ciebie za mąż, to nie licz na moją pomoc! Świat stracił właśnie wielkiego rycerza!

   

   

   

   

Komentarze