Pani z Żołędziowego Dworu

 Jakieś trzy lata temu, podczas oglądania łupin kasztana, wpadł mi do głowy pomysł historii o ludkach zamieszkałych w i pod dębem i władającej nimi tajemniczej pani. Zrobiłem kilka grafik wstępnych, napisałem pierwsze trzy rozdziały i... na tym się skończyło. Nie żebym nie miał konceptu na opowieść, po prostu były inne sprawy, które skutecznie mnie od tej historii odciągnęły. Dziś postanowiłem powrócić do „Pani z żołędziowego Dworu” i, jeśli nic złego po drodze się nie wydarzy, w tym roku historię skończyć. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Życzę przyjemnej lektury... WSTĘP CZYLI PRELUDIUM Blady Stach spadł na Żołędziowy Dwór. Konkretnie zaś na kupę liści zgarniętą pod północną wieżyczką strażniczką, na której  pełnił dziś wartę. Stach był bowiem etatowym obserwatorem trzeciej ćwiartki osady i terenów przyległych - w odległości 111 kocich susów, licząc od pnia drzewa w kierunku strumyka. Dyżury wyznaczono mu w dni parzyste od rana do wieczora w pierwszy i trzeci oraz od wieczo...

Ulubiona zabawka

 – Każdy ma chyba jakąś ulubioną zabawkę w dzieciństwie. Taką najulubieńszą! – Lis Gustaff potoczył po podłodze biało-pomarańczowy autobus, wpatrując się z lubością, jak pojazd przekracza granice krawędzi kolejnych paneli. – Ja miałem takiego różowego prosiaczka, ale gdzieś mi zginął. Teraz mam samochód. A Ty miałeś? – Spojrzał na Maurycego siedzącego obok w zniszczonym przez koty fotelu.
Mężczyzna zamyślił się.
– Wiesz, nie bardzo pamiętam, ale lubiłem bawić się kolejką! – Uśmiechnął się lekko. Przywołane nieoczekiwane wspomnienie rozlało się przyjemną falą po jego ciele. – W tych momentach, wiesz w których – Maurycy napiął się i zrobił czerwony na twarzy, jakby podnosił wyjątkowo wielki ciężar – stawiałem nocnik na środku pokoju, rozkładałem tory i patrzyłem, jak wagoniki jeżdżą wokół mnie. Potrafiłem tak siedzieć i godzinę, aż mi się pośladki przyklejały do plastiku! – Zachichotał cicho.
Do pokoju weszła Jadwiga, niosąc talerz z parującą jajecznicą z boczkiem.
Lis spojrzał zniesmaczony na Maurycego.
– No co? – Wyrwany z rozmarzenia człowiek zdziwił się nieoczekiwaną reakcją lisa i wzruszył energicznie ramionami.
– Nie no – Gustaff wstał z podłogi i usiadł przed postawionym na stole śniadaniem – kolejka jeszcze spoko, ale z nocnikiem to lekko przesadziłeś.
– Niby że co?
– O TAKICH RZECZACH nie rozawia się przy jedzeniu. Ktoś może być obrzydliwy, gruboskórny człowieku!

  

 





Komentarze